Czas teraźniejszy, niedokończony …

Każdy ma taki cmentarz, na który gdy wejdzie, pełno nazwisk znajomych z dzieciństwa. Do tego „mojego”, przykościelnego prawie, zaglądam do mamy. Ot tak się potoczył świat, że zamiast z bombonierką na różne okazje, przychodzę ze zniczem. Nie lubię tam bywać tak okazjonalnie. W ogóle nie lubię tam bywać, bo wzbiera we mnie gniew na taką kolej losu. Przechodząc alejką mijam znajome nazwiska, co to jeszcze za młode, by na nagrobkach wygrawerowano ich dane, tudzież za młode, by zachodzić na maluteńkie groby w końcowej części cmentarza.
Wtedy najwyraźniej brzmią słowa: nie znasz dnia, ani godziny…

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: