Wpadanie w gniew.

Marzec 13, 2015

relaks

Budda Gautama zwykł mawiać do swoich uczniów:
”Wpadanie w złość jest tak głupie,że trudno zrozumieć,
w jaki sposób inteligenta ludzka istota może to uczynić.
Ktoś coś robi a ty stajesz się zły?
Ta osoba może robić coś niewłaściwego,może mówić coś złego,
może próbować poniżyć cię czy obrazić.To jej wybór.
Jeżeli zareagujesz,staniesz się niewolnikiem.
Jeżeli natomiast powiesz: >sprawia ci radość to że mnie obrażasz.
Mnie sprawia radość że nie staję się zły>
zachowasz się niczym mistrz.”

Mówcie do mnie miSZCZuniu Pstro – dokończyła z miną ziomala z dzielni ;)


Bez znieczulenia.

Grudzień 11, 2013

1470383_439997146112356_1285687660_n

nie szukamy grzechu
to on nas odnajdzie
pokusą przy sobie zatrzyma

samotność nie jest lekarstwem na wszystko
i ucieczka też tym nie jest

Odarty

Zaraz puszcza to i trza już przez dziurkę od klucza przestać zaglądać, chociaż i ten obrazek podkradłam z enusiowego podwórka :)


Gotowi na wszystko.

Sierpień 29, 2013

944753_500061036738844_220856793_n

Wszyscy zrobiliśmy w życiu rzeczy, których się wstydzimy. Niektórzy z nas zakochali się w nieodpowiednim mężczyźnie. Niektórzy pozwolili odejść odpowiedniej kobiecie. Są tacy, którzy upokorzyli rodziców, tacy, którzy nie sprawdzili się w ich roli. Tak, wszyscy popełniamy błędy, które umniejszają nas i tych, których kochamy. Ale możemy je odpokutować, jeśli wyciągniemy z tych błędów wnioski… i wzrośniemy.

Choć są do siebie podobne, każdy pocałunek ma swoje własne znaczenie. Może oznaczać wieczne oddanie męża albo ogromny żal żony. Może symbolizować rosnący matczyny niepokój albo dojrzewającą pasję kochanków. Jednak cokolwiek znaczy, każdy pocałunek odzwierciedla podstawową potrzebę ludzką. Potrzebę bycia blisko innej osoby. To pragnienie jest tak silne, że zdumiewający jest fakt, że niektórzy ludzie tego nie rozumieją.

W świecie pełnym ciemności, wszyscy potrzebujemy jakiegoś światła. Czy jest to wielki płomień, który wskaże nam jak wygrać z powrotem coś, co straciliśmy, czy też potężna latarnia, mająca odstraszać potwory, czy kilka żarówek, które objawią nam ukrytą prawdę o naszej przeszłości. Wszyscy potrzebujemy czegoś, co pozwoli nam przetrwać noc. Nawet, jeśli jest to tylko słabiutkie światełko… nadziei.

Każdy lubi grać w udawanie. Oczywiście rodzaje tych gier mogą się bardzo różnić. Czasami udajemy, że nasza praca nie będzie kolidować z naszym rodzinnym życiem. Czasem wydaje nam się, że niektóre związki są bardziej znaczące, a nie są. Czasami udajemy, aby przekonać samych siebie, że nasze sekrety nie są wcale tak straszne. Tak, gra w udawanie jest prosta. Zaczynasz od okłamywania siebie. I jeśli sprawisz, że inni uwierzą w te kłamstwa, wygrywasz.

Przysięga jest prosta. Ci, którzy ją składają, obiecują, że będą razem na dobre i na złe, w bogactwie i ubóstwie, w zdrowiu i chorobie, będą się kochać i szanować, będą sobie wierni, dopóki ich śmierć nie rozłączy. Przysięga jest prosta. Trudniej znaleźć kogoś, kto by był tej przysięgi godny. Jeśli się uda, możemy żyć długo i szczęśliwie.

Każdego dnia na przedmieściach rodzą się nowe kłamstwa. Najgorsze to te, które powtarzamy sobie przed snem, szepczemy je w ciemności, powtarzając, że jesteśmy szczęśliwi, że on jest szczęśliwy, że możemy się zmienić albo że on zmieni zdanie. Wmawiamy sobie, że możemy żyć z własnymi grzechami, że możemy żyć bez niego. Każdej nocy przed snem okłamujemy się w rozpaczliwej nadziei, że rano to wszystko okaże się prawdą.

Każda burza przynosi ze sobą nadzieję, że rankiem jakoś wszystko będzie znów czyste. I nawet najgorsze plamy znikną. Jak wątpliwości co do jego niewinności. Czy konsekwencje jego błędu. Jak blizny jego zdrady. Czy pamięć o jego pocałunku. Więc czekamy, aż burza minie, licząc na lepsze. Nawet jeśli wiemy w naszych sercach, iż niektóre plamy są tak trwałe, że nic ich nie zmyje.

[„Gotowe na wszystko” ]

Podkradłam Odartemu. Mam nadzieję, że nie powiesi na mnie psów z całej okolicy :P.
Jak się okazuje zmiany nie tylko zachodzą w nas samych, ale dookoła nas. Mam nadzieję, że wydeptana ścieżka na alternatywnie i pozapalane na niej lampy pozwolą zajrzeć każdemu w miarę możliwości. O pisaniu notek nie wspomnę (tych zaległych też:P) bo to się samo przez się rozumie :D


Amare.

Styczeń 19, 2013

amare

“Jaki jest najpiękniejszy dzień w życiu?
Dzisiaj.
Co jest najłatwiejsze w życiu?
Pomyłka
Największa przeszkoda?
Strach
Największa tragedia w życiu?
Porzucenie
Źródło wszelkiego zła?
Egoizm
Najpiękniejsza rozrywka?
Oczywiście, praca.
Największe niepowodzenie?
Brak wiary
Najlepsi nauczyciele?
Dzieci.
Pierwsza potrzeba?
Kontakt z drugim człowiekiem.
Co najbardziej uszczęśliwia człowieka?
Być użytecznym dla drugiego.
Największa tajemnica ?
Śmierć.
Największa wada?
Zły humor.
Największy wróg?
Kłamstwo.
Najgorsze uczucie?
Gniew.
Najpiękniejszy prezent?
Przebaczenie.
Najbardziej konieczne?
Własny „dom”
Najszybsza droga?
Pewna.
Najprzyjemniejsze uczucie?
Pokój wewnętrzny.
Najlepsza obrona?
Uśmiech
Najlepsze lekarstwo?
Optymizm.
Największa potęga na świecie?
Wiara.
Osoby, których najbardziej potrzebujemy?
Rodzice.
Co jest najpiękniejsze?
MIŁOŚĆ.

Inteligencja bez miłości czyni cię przewrotnym.
Sprawiedliwość bez miłości czyni cię nieugiętym.
Dyplomacja bez miłości czyni cię hipokrytą.
Sukces bez miłości czyni cię aroganckim.
Bogactwo bez miłości czyni cię sknerą.
Ubóstwo bez miłości czyni cię radykałem
Piękność bez miłości czyni cię zabawnym.
Władza bez miłości prowadzi do tyranii.
Praca bez miłości czyni cię niewolnikiem.
Naiwność bez miłości pozbawia cię wartości.
Modlitwa bez miłości czyni cię egoistą.
Wiara bez miłości czyni cię fanatykiem.”

(Tekst który Odarty zaserwował w komentarzach. Z komentarzy go wytargałam, więc możecie cieszyć nim oczy w świetle dziennym :>)


Odsłona pierwsza.

Październik 24, 2012

Mało mnie tutaj realnej, żeby nie napisać wcale. Ale o czym tu pisać ?. Jedynie w roczniku zachodzą zmiany. Te obok mnie i przy mnie i we mnie niezmienne od lat. Uporządkowanym realem nie ma co się chwalić, bo to w tym miejscu jakby FOPA. Nigdy niczego, nikomu nie zazdrościłam, bo jak powiadają: każdemu według zasług. Matuchno! Ileż te moje poprzednie wcielenia się nastarały, żeby to moje wątłe psyche nie narażać, to mój rozum nie pojmie przez kolejne cztery wcielenia albo i więcej. Aż się prosi w tym miejscu zacytować naszego wieszcza:
Jabłek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kładzie
Jako szczep najpłodniejszy w hesperyskim sadzie.
Znaczy w hierarchii ważności, dla odpowiednich jednostek jestem najważniejsza, a dla reszty nie muszę. W zasadzie to nic nie muszę, a mogę. Tej zasady się trzymam i nie najgorzej na tym wychodzę /odpukała w niemalowany taboret na którym siedzi/.

Pewnie się zastanawiacie ile tych odsłon będzie? Na wasze szczęście to pierwsza i ostatnia, więc don`t panic.


BO.

Październik 16, 2012

bo czasem jest tak że kochasz kogoś tak mocno że aż za mocno
bo czasem jest tak że próbujesz dostosować się do wymogów i im bardziej próbujesz tym bardziej ci nie wychodzi
bo czasem jest tak że mimo że jesteś to czujesz że cię nie ma
bo czasem jest tak że jesteś zdany na drugiego człowieka i już nic nie zależy od ciebie
bo czasem jest tak że chcesz walczyć ale twoje wysiłki spełzają na niczym
ba czasem jest tak że powinieneś odpuścić
bo czasem jest tak że musisz zaakceptować

bo nie można nikogo zmusić do miłości.


Dzień świra czyli dzień jak codzień.

Październik 13, 2012


Zamordowałam budzik o 6:00.
I o 6:10, 6:20, 6:30, 6:40.
O 6:50 zamordowałam go na śmierć, bo o 7:00 nie wydał już tchnienia.
O 7:12 obudziło mnie „mami płatki”
72 minuty spóźnienia!
Płatki, prysznic, kawa, bieg z psem.
Klik-pip i drzwi wartburga otwarte. Dzieć do auta i „setką” do szkoły. Na 8:00. Zaparkowałam. Dzieć z wartburga. Klik – cisza. Klik – cisza. Klik, klik, klik. Klik! Klik!! Klik!!! Kluczyk do zamka. Wszedł do połowy. Klikklikklikklik. Cisza.
Trudno. Nie zamknę. Może jak wrócę ze szkoły wciąż tu będzie. Wracam. Jest! Muamuamua nie zmienił właściciela. Kochany taki.
„Setką” do domu po kluczyk zapasowy. Mam! Jest mały problem – kluczyk pierwszy robi klik-pip otwierając drzwi ale nie zamyka, kluczyk zapasowy_drugi robi klik-pip zamykając drzwi ale nie otwiera. Będę miała dwa kluczyki. Bywa.
„Setką” do fabryki. Tu jak w polskim filmie – nuda… Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje. No i aż mi się chce wyjść proszę pana… I wychodzę…
Klik-pip. Rajd po elektromechanikach z nadzieją, że któryś się zlituje i mikrostyki w kluczykach naprawi. Ten nie, ten też nie bo szefa nie ma, ten najwcześniej we wtorek, ten nie wie kiedy, a ten już dziś ma zamknięte. Heh losie…
„Setką” po dziecia. Zakupy. I już jestem pod chałupą. Torebka na jedno ramię, plecak dziecia na drugie, zakupy w jednej dłoni, kluczyk zapasowy_drugi w drugiej. Klik-pip i… o rety! a gdzie kluczyk pierwszy? No gdzie? Zerk do auta – o pip. O PIP! Kluczyk pierwszy w stacyjce. Nie otworze auta. Kluczyk zapasowy_drugi tylko zamyka. O PIIIP!!!
Wdech-wydech.
Dziś już mi auto nie potrzebne. A jutro? Jutro wezmę dacie i pojadę do elektromechanika, który dziś miał zamknięte i naprawie te cholerne kluczyki. Zaraz, zaraz. Chwilunia. Dowód rejestracyjny daci jest zamknięty w schowku. W wartburgu. Trudno, będę jeżdzić bez. Zaraz, zaraz. Chwilunia. Kluczyki do daci są zamknięte w schowku. W wartburgu. O PIIIP!!!
Wartburg z kluczykami w stacyjce aż się prosi, żeby wybić szybę i go sobie wziąć. W schowku dla nowego właściciela bonus – kluczyki i dokumenty od daci, która stoi obok wartburga – wystarczy kulturalnie otworzyć i ahoj przygodo.
Dobrze, że mam jeszcze rower…
Dzwoni telefon. Mój ulubiony kolega MSW. Pochlipuję mu w słuchawkę opowiadając jaka bidniusia dziś jestem. Płaczę z żalu nad własną głupotą i za pewnie_utraconymi_tej_nocy wartburgiem i dacią…
„Nie rycz. Zaraz u Ciebie będę.”
Żeby klucz do zamka włożyć psikalim do dziurki WD-40. I odrdzewiacz na wszelki wypadek. I znów WD-40. Całe litry WD-40. Kluczyk się uparł – głębiej niż do połowy nie wejdzie.
Kolega MSW zawyrokował – tutaj tylko włamywacz może pomóc.
Co? włamywacz? że niby przyjedzie, włam „oknem” do wartburga zrobi i oprócz zepsutego zamka, dwóch na wpół działających kluczyków będę miała jeszcze auto bez szyby? W dodatku będę musiała za ta przyjemność zapłacić! O nie! to ja już wolę rowerem!
Włamywacz przyjechał, a dokładnie dwóch. Po 5 minutach, bez uszczerbku na zdrowiu wartburga, profesjonaliści drzwi otworzyli, alarm wył jak oszalały, a ja wyłam z radości, że on wyje.
Panom zapłaciłam za usługę. Ze zniżką dla MSW. I z nadzieją, że już się nie spotkamy.
Ciekawe co jutro przyniesie dzień?